Styczeń w radomskim teatrze

piątek 4.01.2019 10:07

Tankred Dorst

Ja, Feuerbach

reżyseria Zbigniew Rybka

 

Feuerbach to człowiek, który po przerwie usiłuje powrócić do normalnego życia. Normalnego, czyli tego, które wiódł do czasu owej wymuszonej przez okoliczności pauzy. Powrót po latach… Powrót do czego? Do jakiej rzeczywistości? Do tej, która była, czy raczej do tej, którą zapamiętał?

Feuerbach trwa gdzieś w przestrzeni rozpiętej pomiędzy siłą i słabością, odwagą i strachem,  przeszłością a przyszłością. Tkwi POMIĘDZY… Samotny.

„Ja, Feuerbach” jest przede wszystkim opowieścią o dojmującej walce z samotnością, której odczucie czasami potęguje się w każdym z nas. Od czasu do czasu bowiem każdy z nas znajduje się w punkcie, powiedzmy, zerowym, gdy z jakiegoś powodu traci pewność siebie, a niewiara w jutro odbiera impet działaniom. Rodzi się wtedy gorączkowe poszukiwanie wyjścia z impasu. Narasta lęk, który odbiera oddech…

Ten spektakl jest o czasie. O kontynuacji i ciągłości. I o podejmowanej przez nas walce z losem.

 

* * *

Dyrektor Zbigniew Rybka przypomniał sztukę Tankreda Dorsta „Ja, Feuerbach”. Jak to dobrze, że ją przypomniał… Dorst opowiedział przecież o dotkliwej nędzy i urojonej wielkości komedianctwa.

(…) W Radomiu na pustą, niedoświetloną kameralną scenę z drabiną przy tylnym prospekcie przychodzi Jarosław Rabenda – na oko pięćdziesięcioparolatek, czołowy aktor od Kochanowskiego, lider zespołu. Jest najmłodszy z polskich Feuerbachów. (…) Delikatny, zalękniony mężczyzna, w którym z chwilą rozczarowania budzi się demon, prześladowca, upierdliwy staruch.

(…) W Rabendzie jest coś z Andrzeja Hudziaka z najlepszych ról – skupienie i wycofanie, elegancja w upadku i degrengoladzie. Rabenda gra cień, który przyszedł do teatru stać się znów człowiekiem, bo może się przeistoczyć tylko na scenie, sęk w tym, że nie wie, jaki powinien być, którą formę przybrać? Stąd rozchybotanie, nieustanne pękanie masek, które założył. Jakby spod każdej kolejnej wydobywał się nowy, zupełnie inny człowiek, jakby sublimowała się prawda o tym przybyszu, czyli szaleństwo, zarażenie patosem i udawaniem.

(…) Rabenda gra Feuerbacha, który powrócił do domu, w którym mieszka już ktoś inny. I pozmieniał meble, przemalował ściany, więc ten, który wraca, widzi dwa światy naraz: poprzedni i obecny wystrój. Próbuje być w obu czasach i wtedy też wraca w nim on sam sprzed lat. A tego nie przetrzyma nikt. W najlepszej scenie spektaklu Feuerbach zaczyna występ przed ukrytym w ciemności na widowni dyrektorem Lettauem (…). Bardzo precyzyjnie Jarosław Rabenda gra ten monolog Feuerbacha, monolog, w którym wszystko się rozwala, umiera, znika aktor. Koniec. Feuerbach zbiega ze sceny w ciemność kulis. Asystent-cham (Mateusz Kocięcki), włazi na scenę. Jest sam ze swoim triumfującym zdziwieniem. Po Feuerbachu zostały rozrzucone buty. Takie same jak te, które leżą na jezdni po wypadku, kiedy samochód walnie w pieszego. Ciało wywieźli, buty leżą. Pokazują człowieka, który przestał być. Rabenda zagrał przed chwilą to nie-bycie.

Radomska wersja dramatu Dorsta jest o niemocy teatru, który nigdy nie wygra, nie zostanie zapamiętany. Był Feuerbach, zagrał, czego nie zagrał, błysnął i zniknął. Ani geniusz, ani szaleniec, po prostu cierpiący człowiek, który nie umiał podzielić się swoim cierpieniem, nie przekuł go w wielką sztukę. Na scenie i w życiu cierpiał oddzielnie. I razem z nim zniknął teatr, którego nie było. Nie mogło być.

Jest w Radomiu taki fajny aktor. Jarosław Rabenda.

Łukasz Drewniak, Kołonotatnik K/206, Teatralny.pl, 5.11.2018

* * *

 

Rabenda, jedna z najważniejszych postaci radomskiego zespołu, nakłada na rolę Feuerbacha lata spędzone u Kochanowskiego, ale snuje opowieść o każdym uczciwym rzemieślniku sceny, mającym zbyt rzadko poczucie, że jest prawdziwym artystą. Rabenda akcentuje fakt, że jego bohater przychodzi do świata, którego już nie rozumie, z którym zerwał więź, który go oszukał. Skrachowany człowiek siedem lat temu trafił do domu wariatów, a teraz próbuje za wszelką cenę utrzymać się na powierzchni. Ale dyrektor Lettau ma go gdzieś. Chamski asystent bez żenady go upokarza. Mimo to radomskiemu aktorowi – świetnemu aktorowi – udaje się pokazać, że Feuerbach nie przegrywa. Może za chwilę przeniesie się w inną rzeczywistość, gdzie zagra wszystkie role i otrzyma aplauz, jakiego tu nie zaznał. Może wróci do domu i puści ukochaną muzykę. Ma w sobie siłę bezprzykładnego dobra i nikt i nic tego nie zmieni.

„Ja, Feuerbach” Rybki to spektakl szlachetny i skromny. Mierzy się z dramatem Dorsta, nie stosując uproszczeń, niczego sobie i nam nie ułatwia. Poważne przedstawienie, uczciwa rozmowa.

Jacek Wakar, kulturaliberalna.pl, 7.11.2018

  

Zapraszamy: 5,6 stycznia 2019 r. o godz. 16.00

 

 

 Francis Veber

KOLACJA DLA GŁUPCA

przekład Barbara Grzegorzewska

reżyseria Zbigniew Rybka

scenografia Wojciech Stefaniak

kostiumy Zofia de Ines

 

Przygotowaliśmy dla Państwa pełne niespodzianek i pysznej zabawy przyjęcie – „Kolację dla głupca”. Nie dajcie się jednak zwieść oczywistemu tytułowi, bo – jak uczy praktyka – najwięksi głupcy czasem okazują się mądrzejsi od tych, którzy się z nich śmieją…

Grupa przyjaciół, żyjących wygodnie i dostatnio ludzi sukcesu, przekonanych o swojej inteligencji, dla umilenia sobie wolnego czasu urządza cykliczne wieczory, których gościem jest zawsze inny, starannie wybrany „mistrz intelektu”. Podczas wystawnego posiłku panowie starają się obnażyć niedostatki swoich gości, utrzymując jednak w tajemnicy fakt, że stanowią oni obiekt niewybrednych żartów. Kto zaprosi najgłupszego, ten wygrywa. Zabawa jest przednia…

Kiedy jeden z gospodarzy kolacji, zamożny wydawca Pierre Brochant przypadkowo poznaje niepozornego, mało rozgarniętego księgowego Francisa Pignona, jest pewien swej wygranej i bardzo udanego wieczoru. Jakież jest jednak jego zdziwienie, gdy w wyniku splotu z pozoru błahych zdarzeń, przyjęcie zaczyna się dynamicznie rozwijać w zupełnie nieoczekiwanym kierunku…

„Kolacja dla głupca” to prawdziwy teatralny majstersztyk – z błyskotliwymi, arcydowcipnymi dialogami, misterną intrygą, zaskakującymi pointami i perfekcyjnie sportretowanymi postaciami. Tytuł od wielu lat jest frekwencyjnym hitem, granym z ogromnym powodzeniem na deskach teatrów na całym świecie.

Zapraszamy Państwa zatem na zaskakujący wieczór w doborowym towarzystwie wzorcowego głupca/ów.  Bawcie się dobrze i pamiętajcie, że głupota jest jak mądrość – nieskończona, a i wśród głupców zdarzają się zarówno dyletanci, jak i prawdziwi fachowcy…

Zapraszamy: 11,12,13 stycznia 2019  r. o godz. 19.00 

 

 

 

Jeśli jeszcze wahacie się Państwo, czy warto wybrać się do radomskiego teatru na „Annę Kareninę”, przeczytajcie, co o spektaklu pisze prasa:

 

„Anna Karenina” w radomskim teatrze to efektowne widowisko, które przenosi nas w świat XIX Rosji, wielobarwnej, intrygującej, tętniącej emocjami, spętanej ograniczeniami konwenansów.

Dla tych, którzy obejrzeli niedawną filmową brytyjską adaptację powieści, mamy dobrą wiadomość – w Radomiu zrobili to lepiej. Przedstawienie na podstawie powieści Lwa Tołstoja, w adaptacji i reżyserii Grigorija Lifanova to Wydarzenie przez duże W. Polecam.

Alicja Gryz, www.radomnews.pl, 29.09.2013

 

„Annę Kareninę” ogląda się z prawdziwą przyjemnością. Uroda spektaklu przyćmiewa nawet wszystkie skróty i uproszczenia, jakich reżyser nie mógł się ustrzec przenosząc na scenę epickie dzieło Lwa Tołstoja. Anna w interpretacji Katarzyny Dorosińskiej zdobywa z miejsca publiczność. Trudną rolę Anny Dorosińska buduje bardzo stonowanymi środkami wyrazu, nadając swej postaci urok a jednocześnie obdarza ją psychologiczną głębią.

Młoda aktorka jest także jakby stworzona do XIX-wiecznego kostiumu: piękne suknie zaprojektowane przez Zofię de Ines leżą na Annie wprost cudownie.

Wszyscy pojawiający się na scenie aktorzy tworzą pod wodzą reżysera arcyciekawą galerię postaci.

(…) Rosyjskie romanse są tłem dla miłości. Ubarwiają też spektakl, który ma bardzo oryginalną formę. Spektakl ma rozmach a taniec nadaje mu dodatkowo ekspresję i żywioł. Tym bardziej, że motywem przewodnim muzyki jest walc „Maskarada” Chaczaturiana.

Jeżeli ktoś nie zna książki, ta „Anna” zachęci go do przeczytania powieści.

Barbara Koś, „Echo Dnia”, 28.09.2013

 

 Zapraszamy: 18,19,20 stycznia 2019 r. o godz. 18.00

 

 

 

Gerald Sibleyras

NAPIS

L’inscription

 

W windzie jednej z porządnych paryskich kamienic pewnego dnia dochodzi do nieprzyjemnego incydentu – pojawia się obelżywy napis szkalujący nowych lokatorów, małżeństwo Lebrun. Dotknięty do żywego mimowolny bohater zdarzeń postanawia ustalić, kim jest autor inwektywy i co było powodem tego niewybrednego publicznego ataku.
Sąsiedzkie dochodzenie w pozornie błahej sprawie mocno naruszy podwaliny błogosławionego świętego spokoju i dobrego samopoczucia współmieszkańców. Stateczne, inteligentne, miłe i kulturalne towarzystwo „na poziomie” stopniowo zacznie odsłaniać swoje prawdziwe oblicze…
Jakie ono jest? Co wykaże śledztwo? Czy znajdzie się autor wulgarnego hasła? Jak wobec tej niekomfortowej sytuacji zachowają się dotychczasowi mieszkańcy? I kim naprawdę są nowi sąsiedzi? A może… anonimowy sprawca zamieszania miał rację i chciał coś ważnego przekazać pozostałym lokatorom?

Zapraszamy Państwa na znakomitą czarną komedię „Napis”.

 

Ps. I jeszcze jedno: przed wizytą w teatrze nie analizujcie napisów w windach… Wnioski bywają zaskakujące, a stąd tylko krok do zerwania stosunków z sąsiadami! 🙂

 

 

Zapraszamy: 12,13 stycznia 2019 r. o godz. 16.00

 

 

 

Witold Gombrowicz

Ferdydurke

reżyseria Alina Moś-Kerger

 

 

„Ferdydurke” jest powieścią opartą na faktach. I potwierdzi to rozmowa z każdym myślącym trzydziestolatkiem. Wystarczy zapytać, kim jest, jak to się stało, że jest tym kim jest, czego jest w życiu pewien, a czego na pewno pewien nie jest. Tu nie ma bezpodstawnych rozważań, wydumanej filozofii, to są potwierdzone fakty. Tak jest w powieści i tak jest w radomskiej inscenizacji, stworzonej przez grupę wiekiem mniej lub bardziej oscylującą wokół trzydziestki. Inscenizacji budowanej na faktach właśnie, na uniwersalności, na gębie stworzonej nam, budującym.

Spektakl nie doprecyzowuje miejsca ani czasu akcji, posługuje się ascetycznymi formami scenograficznymi, zbudowany jest na aktorstwie, ruchu, a przede wszystkim gombrowiczowskim słowie. Uwięziony na scenie Józio nie potrafi z niej zejść, a im więcej pojawia się na niej postaci, im więcej dobiega tam głosów, w tym ciaśniejszy chwytają go klincz. A jednocześnie mimo absurdu, groteski, filozoficznych dygresji, chcemy pokazać przede wszystkim relacje międzyludzkie: między kolegami, między nauczycielem a uczniami, między członkami tej samej rodziny, między zlecającymi i usługodawcami. To są proste relacje, bo od czasu Gombrowicza niewiele się nie zmieniło…

Alina Moś-Kerger

 

* * *

Pokazali radomianie na festiwalu nową „Ferdydurke” w reżyserii Aliny Moś-Kerger i bardzo mi się to przedstawienie spodobało. (…) Aktorzy grają na kameralnej scenie, na tę okazję zamienioną w okrągłą arenę, bez żadnych dekoracji i podpórek. Kiedy nie mają swoich scen, nie schodzą z oczu widzom, ale zajmują miejsca wokół owego podestu. Jest ich ośmioro, zwykle wcielają się w kilka ról, dziewczyny grają chłopaków, nie ma to większego znaczenia. Tematem radomskiej „Ferdydurke” jest bowiem dyktat formy, z minuty na minutę przeradzający się w opresję, odbierający podstawy wolności. Wybrzmiewa to w spektaklu mocno, pozwala spojrzeć na klasyczne już dzieło inaczej. Młodzi aktorzy z Kochanowskiego wypełniają je bowiem własnymi emocjami. To widowisko robione bez wyjątku siłami młodych, zwykle tuż albo ledwie chwilę po debiucie. Dlatego idą na całość, jakby od tego wieczoru zależało wszystko. Różnorodne inicjatywy, z konkursem „Klasyka Żywa” na czele, nie ożywiły raczej nowych odczytań polskiego kanonu. Dlatego wróżę radomskiej „Ferdydurke” nie tylko lokalne powodzenie.

Jacek Wakar, kulturaliberalna.pl, 7.11.2018

  

* * *

 

(…) Była to „Ferdydurke” rewelacyjna. Pełna autentycznej młodości, świeżości i naturalności. Ze wspaniałą stroną muzyczną i wokalną oraz choreografią. Bez żadnych udziwnień na scenie (scenografią są tylko krzesła) i opartą tylko na tekście Gombrowicza. Wszystko w tym przedstawieniu opiera się na aktorstwie wołającym o wolność człowieka, o ucieczkę od zniewolenia, choć, jak wiadomo, nie ma od niego ucieczki, jak tylko „w drugą gębę”. Nieszczęsny Józio (świetny Mateusz Paluch!) walczy najpierw ze szkołą, potem z kolegami (cudowny Miętus Michała Węgrzyńskiego!), potem ze straszną rodziną Młodziaków, by wreszcie dać się zniewolić kuzynce Zosi. A widza zniewala aktorstwo: Przemysław Bosek, najpilniejszy uczeń w klasie, zawsze starannie przygotowany do lekcji, chłopiec kulturalny i skromny, Agnieszka Grębosz jako parobek Walek, Natalia Samojlik, Karolina Węgrzyńska, Adam Majewski i Mateusz Michnikowski dają jeden koncert gry. (…) Ta „Ferdydurke” jest po prostu znakomita! 

Barbara Koś, „Echo Dnia”, 22.10.2018

  Zapraszamy:  9,10 stycznia 2019 r. o godz. 10.00

                         17.01 stycznia o godz. 10.00 i 12.30

 

Andrzej Sadowski

JESTEM

 reżyseria i scenografia – Andrzej Sadowski

muzyka – Małgorzata Tekiel

 

 

 

„Jestem” jest opowieścią o trudnym okresie dojrzewania głównej bohaterki Joanny.  Dziewczyna zwierza się w nim ze swoich kłopotów, opowiada o ciągłych nieporozumieniach z matką, o przyjaźni, o miłości – tej szczerej, prawdziwej, jak też i tej fałszywej, zgubnej. Dramatyczna historia Joanny jest zarazem opowieścią o tym, jak łatwo w tym okresie życia jest popełnić błąd i jak wielką cenę trzeba za to zapłacić.

Przyglądając się losom głównej bohaterki, wnikliwie obserwujemy również otoczenie, które wywiera niemały (nie zawsze pozytywny) wpływ na to, co dzieje się w życiu młodego człowieka – na podejmowane w tym wieku decyzje, dokonywane wybory. 

 „Jestem” to – kolejny po „Pamiętniku narkomanki”, granym na deskach Teatru Powszechnego przed kilkoma laty – spektakl o wymiarze edukacyjnym, dotykający m.in. kwestii budowania własnej tożsamości, poszukiwania akceptacji i problemu uzależnień wśród nastolatków. Przedstawienie wzbogacają songi, wykonywane przez aktora i rapera Mateusza „Kota” Kocięckiego.

 

Zapraszamy: 9 , 10 stycznia 2019 r. godz. 10.00

 17 stycznia 2019 r. godz. 10.00 i 12.30

 



Komentarze

komentarze