Trudna walka z dopalaczami – ZOBACZYMY…

piątek 17.08.2018 18:34

 

 

Dopalacze stają się coraz popularniejsze. Przebiły narkotyki, które dotąd były głównym rozsadnikiem degrengolady psychicznej i fizycznej ludzi, którzy szukali w kokainie, heroinie etc., namiastki raju. A tu się okazuje, że stan alternatywnej rzeczywistości można też osiągnąć wciągając do nosa biały proszek – najczęstszą postać dopalaczy. Jaki jest więc powód popytu na nie?

 Mówi Piotr Urban, terapeuta z Poradni Profilaktyczno-Konsultacyjnej MONAR-u w Radomiu:   
    – Dopalacz to substancja odurzająca, działająca podobnie jak narkotyki. Może je więc zastąpić. I zwykle tak się dzieje, bo dopalacze są łatwiej dostępne, o wiele tańsze. Nierzadko mają mocniejsze działanie. I wbrew temu co się sądzi, dopalacze krążą nie tylko wśród dzieci i młodzieży, ale ostatnio często sięgają po nie dorośli, jak ów zmarły niedawno w Radomiu 57 – letni mężczyzna.

 Czy to jedyna przyczyna popularności dopalaczy?

   – Nie, bowiem na radomskim rynku narkotykowym wystąpiły trudności z dostępem do amfetaminy. Prócz tego amfetamina w Radomiu jest złej jakości, więc nic dziwnego, że spragnieni silnych wrażeń sięgają po dopalacze.

  A potem trzeba ich ratować, co nie zawsze się udaje. Dlaczego?

   – Narkotyki w dużym stopniu są rozpoznane na poziomie naukowym, lekarskim. Oswoiliśmy się z nimi, natomiast dopalacze to nowość. Narkoman  przeważnie wie co wziął, jaką dawkę, więc można zastosować  jakieś środki zaradcze. Inaczej jest z tymi, którzy trują się dopalaczami. Podczas udzielania pierwszej pomocy nie wiedzą zwykle co wzięli, co to za dopalacze, wreszcie ile wzięli. Jedni są agresywni, drudzy preferują raczej autoagresję. Nie wiadomo jak ich ratować. Tym bardziej, że wielu z nich jest przy okazji pijanych. Trudno więc stwierdzić ratownikowi medycznemu, lekarzowi z kim ma do czynienia. W ogóle nie należy mieszać alkoholu nie tylko z dopalaczami, ale narkotykami i, oczywiście lekami, bo to prowadzi do zaburzeń akcji serca i depresji układu oddechowego, czyli do śmierci. Oto, co ostatnio znalazłem na forum internetowym, cytuję: „ Jego serce zaczęło bić chyba milion razy na sekundę, a potem nagle bang i wszystko się skończyło. Leżał nieruchomo na kanapie w moim domu i był martwy”.

 Jak pan sądzi, skąd w ogóle wzięły się te dopalacze?

   – Mało kto wiedział co to za substancja, więc pootwierano sklepy z dopalaczami i interes ruszył. Dopalaczy nie było przecież na liście środków zakazanych, jak kokaina czy amfetamina, zatem wynaleziono inne środki, właśnie dopalacze i zaczęto je rozprowadzać przez licencjonowane sklepy. W Radomiu takiego oficjalnego sklepu nie było i raczej już nie będzie, bo dopalacze jeszcze przed końcem wakacji będą traktowane jak narkotyki.

Czy to jedyny sposób na ograniczenie dostępu do dopalaczy?

   – Sklepów nie będzie, ale dopalacze są dostępne przez internetową sprzedaż. Poza tym „dla chcącego nic trudnego”. Dlatego też zatrudniamy „streetworkera”, który spotyka się z nałogowcami, przeważnie nastolatkami, w miejscach ich spotkań i namawia na odstawienie tych trucizn. Uświadamia, czym dla ich zdrowia, życia jest branie dopalaczy, narkotyków. Po prostu propaguje życie. Taki jego model, który nie niszczy nam psychiki i nie rujnuje zdrowia fizycznego.

To ma nawet sens. Ale czy poskutkuje?

   – Zobaczymy. Mogę tylko dodać, że walka z wszelkimi formami narkomanii, w tym z dopalaczami, jest niezwykle trudna, jak wiem z mojej prawie 30-letniej praktyki terapeutycznej.

A więc, zobaczymy.

 

                                                                                                               Grzegorz  Sasin

 

 

 

 

 



Komentarze

komentarze