Gorący weekend nad Wisłą

niedziela 22.07.2018 21:16

Postanowiliśmy ostatni weekend spędzić nad Wisłą.  Wybraliśmy się do Kazimierza   ale tam ciasno i dla samochodów i dla ludzi. Oblężony  przez straganiarzy i snujących się ludzi rynek, w kawiarniach i restauracjach full gości, ceny niemal jak w Paryżu. Godzina postoju samochodu  to minimum 5 zł, a bywa, że  niektórzy  właściciele prywatnych parceli windują ceny na poziom  śródmiejskich europejskich stolic.

 Niestety, Kazimierz swój urok ma, więc skoro się zdecydowałeś spędzić weekend w tym mieście – to  płać i nie narzekaj. Ale  z przyjaciółmi którzy znają to miasto jak swoją kieszeń, za ich radą postanowiliśmy spędzić  weekendowe godziny w nieco inny sposób. Nie wjeżdżając do  zatłoczonego  miasta wybraliśmy od razu trasę mniej uczęszczaną która doprowadziła nas wprost pod  Korzeniowy Dół. Tutaj, co prawda, też było tłoczno ale nie tak jak na rynku. Odwiedzenie tego lessowego wąwozu, pełnego wspaniałych form, jakie ukształtowała natura, a w części i człowiek  naprawdę jest warte. Głównym walorem Wąwozu Korzeniowego (bo tak brzmi jego oficjalna nazwa) są odsłonięte w wyniku erozji korzenie starych drzew i krzewów tworzące fantastyczne kształty przypominające ożywione rzeźby. Uroki wąwozu dostrzegają malarze, miłośnicy fotografii, a także twórcy filmowi. W Korzeniowym Dole rozegrały się sceny wielu filmów fabularnych i seriali.

U wejścia do wąwozu ochłodziliśmy się chmielowym piwem z różnych browarów serwowanych w  Koziej Zagrodzie Cichostów, której ściany i  ogradzające ją płoty są pełne  fotografii  wielu mistrzów obiektywu. Kiedy termometr w południe wskazywał na słońcu ponad 33 stopnie zdecydowaliśmy się pojechać kilka kilometrów od centrum Kazimierza do dawnej flisackiej osady Mięćmierza o średniowiecznym rodowodzie, położonej wśród lasów na okolicznych wzgórzach, skąd roztacza się przepiękny widok na malowniczą dolinę Wisły i położone na drugim brzegu ruiny zamku w Janowcu. Jest to dziś wieś o charakterze letniskowym, ale unikalna drewniana zabudowa tworzy charakter „żywego skansenu”. Nad wsią góruje Albrechtówka , wzgórze z którego roztacza się piękny widok na dolinę Wisły, a nieco powyżej starego wiatraka zlokalizowany jest rezerwat faunistyczny „ Krowia  Wyspa”, ze stanowiskami lęgowymi wielu chronionych gatunków ptaków m.in. ostrygojada.

Będąc we Mięćmierzu – obowiązkowo trzeba zajść do  karczmy prowadzonej przez uroczego gospodarza – pana Kazimierza, który zawsze osobiście wita wszystkich  przybyłych  spragnionych jadła i napitku. Kuchnia to – specjalność pierogowa w wersji z mięsem serem i ziemniakami a także soczewicą we wspaniałym wykonaniu zony p. Kazimierza.. Sam gospodarz dla każdego gościa ma dobre słowo, a jak dopisuje humor to potrafi i aktualną rymowanką uraczyć. Karczma – ma w sobie niepowtarzalną atmosferę. Tutaj można podziwiać pracę artystów malarzy, fotografików m.in. obecnie Tomasza Sikory, który prezentuje na płotach piękne okoliczne krajobrazy itp. Widać dobry duch poetów i artystów nie omija tego miejsca.

Przechadzając się nad Wisłą w Mięćmierzu nie zapomnijcie jeszcze obejrzeć pamiątkowego głazu umieszczonego nad brzegiem, na którym wyryto słowa przypominające, że to właśnie tu, był pierwszy przystanek arrasów wawelskich, które w pierwszych dniach września 1939 r. wywieziono potajemnie z Wawelu, aby nie wpadły w ręce okupanta. Zasłużyli się wielce w tej akcji flisacy i okoliczni mieszkańcy.

Dzięki przyjaciołom odkryliśmy w ten weekend nowe oblicze Kazimierza i najbliższych okolic. Tak warto spędzać weekendy – czasami wystarczy tylko zboczyć z wydeptanych szlaków. A jak było – popatrzcie na fotografie w naszej galerii.



Komentarze

komentarze